Coben Harlan - Myron Bolitar 10 Wszyscy mamy tajemnice.txt

(494 KB) Pobierz
HARLAN COBEN
Myron Bolitar 10 WSZYSCY MAMY TAJEMNICE
Z angielskiego przełożył
ZBIGNIEW A. KRÓLICKI

Tytuł oryginału: LIVE WIRE
Copyright © Harlan Coben 2011 All rights reserved
Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz 2012
Polish translation copyright © Zbigniew A. Królicki 2012
Redakcja: Beata Słama
Ilustracja na okładce: Photolibrary/Getty Images/Flash Press Media
Projekt graficzny okładki i serii: Andrzej Kuryłowicz
Skład: Laguna
ISBN 978-83-7659-630-3
(oprawa twarda)
ISBN 978-83-7659-629-7
(oprawa miękka)
Dystrybutor
Firma Księgarska Olesiejuk sp, z o.o, sp, k.-a.
Poznańska 91, 05-850 Ożarów Maz.
t./f. 22.535.0557, 22.721.3011/7007/7009
www.olesiejuk.pl
Sprzedaż wysyłkowa - księgarnie internetowe
www.merlin.pl
www.empik.com
www.amazonka.pl
Wydawca
WYDAWNICTWO ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Hlonda 2A/25, 02-972 Warszawa
www.wydawnictwoalbatros.com
2012. Wydanie II/oprawa miękka
Druk: GGP Media GmbH, Pössneck, Germany
Dla Anne,
ponieważ najlepsze dopiero nadejdzie
1.
Najgorsza prawda, jak ktoś kiedyś powiedział Myronowi, i tak jest lepsza od najlepszego kłamstwa.
Myron myślał o tym teraz, patrząc na swojego ojca leżącego na szpitalnym łóżku. W myślach cofnął się o szesnaście lat do chwili, gdy ostatni raz okłamał ojca, a kłamstwo to spowodowało tyle bólu i cierpienia, zapoczątkowując ciąg tragicznych wydarzeń, który w fatalny sposób zakończy się tutaj.
Ojciec nie otwierał oczu, oddychał chrapliwie i nierówno. Wydawało się, że rurki wychodzą zewsząd. Myron spojrzał na jego przedramię. Przypomniał sobie, jak będąc dzieciakiem, odwiedził ojca w tamtym magazynie w Newark, gdzie tata siedział za ogromnym biurkiem, z podwiniętymi rękawami koszuli. Przedramię było tak muskularne, że napinało materiał i mankiet niczym opaska uciskowa zaciskał się na mięśniach.
7
Teraz te mięśnie stały się gąbczaste, zwiotczałe ze starości, szeroka pierś, dająca Myronowi takie poczucie bezpieczeństwa, teraz była krucha i wydawało się, że gdyby ktoś ją nacisnął, żebra trzasnęłyby jak suche patyki. Nieogolona warz ojca była usiana szarymi plamami, nie zaś - jak zwykle - pociemniała od zarostu, a obwisła skóra podbródka wisiała jak o jeden numer za duży płaszcz.
Matka Myrona - i żona Ala Bolitara od czterdziestu rzęch lat - siedziała przy łóżku. Drżącą od choroby Parkinsona dłonią trzymała jego dłoń. Ona też wyglądała szokująco krucho. Za młodu matka była jedną z pierwszych feministek. Paliła biustonosz razem z Glorią Steinem, nosiła koszulki z takimi napisami, jak: „Miejsce kobiety jest w domu... i w senacie”. Teraz oboje, Ellen i Al Bolitarowie („Jesteśmy El-Al - zawsze żartowała mama - jak izraelskie linie lotnicze”), sterani wiekiem, wciąż byli razem, szczęśliwsi niż ogromna większość starzejących się kochanków - jednak właśnie tak wyglądał finał tego szczęścia.
Bóg ma specyficzne poczucie humoru.
- 	A zatem - cicho powiedziała matka do Myrona - zgadzamy się?
Myron nie odpowiedział. Najlepsze z kłamstw przeciw najgorszej prawdzie. Myron powinien nauczyć się tego wówczas, przed szesnastoma laty, gdy ostatni raz skłamał temu wielkiemu człowiekowi, którego kochał jak nikogo na
8
świecie. Jednak nie, to nie takie proste. Najgorsza prawda może być druzgocząca. Może wstrząsnąć światem.
A nawet zabić.
Tak więc kiedy ojciec otworzył oczy, gdy ten człowiek, którego Myron cenił jak nikogo innego, spojrzał na swojego najstarszego syna pytająco, z niemal dziecinnym zmieszaniem, Myron popatrzył na matkę i powoli pokiwał głową. Potem powstrzymał łzy, przygotowując się, by powiedzieć ojcu jeszcze jedno, ostatnie kłamstwo.
2.
SZEŚĆ DNI WCZEŚNIEJ
- 	Proszę, Myronie, potrzebuję twojej pomocy.
Dla Myrona to było trochę jak sen: kształtna, urodziwa dama w tarapatach, wkraczająca do jego biura jakby żywcem wzięta z filmu z Bogartem - tyle że, no cóż, bardziej człapała, niż kroczyła, a jej urocze kobiece kształty uwydatniał ósmy miesiąc ciąży, co w znacznym stopniu niweczyło efekt sennego marzenia.
Zwała się Suzze T., skrót od Trevantino, i była dawną gwiazdą tenisa. Niegdyś seksowna niegrzeczna dziewczyna, bardziej znana z prowokacyjnych strojów, kolczyków i tatuaży niż sukcesów sportowych. Jednak wygrała kilka turniejów i zarobiła kupę forsy na reklamach, najwięcej wychwalając zalety (Myron uwielbiał ten eufemizm) La-La-Latte, czyli sieci barów topless, do których lubili zaglądać szukający podniety chłopcy z college'u. Dobre czasy.
10
Myron rozłożył ręce.
-	Wiesz, Suzze, że jestem do twoich usług przez całą dobę i siedem dni w tygodniu.
Znajdowali się w jego biurze przy Park Avenue, siedzibie MB Reps. M to skrót od Myron, B od Bolitar, a Reps, ponieważ reprezentowali sportowców, aktorów i pisarzy. Geniusze dosłowności to my.
-	Po prostu powiedz mi, co mogę dla ciebie zrobić. 
Suzze zaczęła chodzić po pokoju.
-	Nie wiem, od czego zacząć.
Myron już miał coś powiedzieć, gdy powstrzymała go, podnosząc rękę.
-	A jeśli odważysz się powiedzieć „Zacznij od początku”, urwę ci jedno jądro.
-	Tylko jedno?
-	Jesteś zaręczony. Myślę o twojej biednej narzeczonej.
Zwiększyła tempo i impet marszu, tak że Myron zaczął się obawiać, iż może zacząć rodzić w jego niedawno odnowionym biurze.
-	Hm, ten dywan jest nowy - napomknął Myron.
Ściągnęła brwi, zrobiła jeszcze kilka kroków i zaczęła ogryzać jaskrawo pomalowane paznokcie.
-	Suzze?
Przystanęła. Popatrzyła mu w oczy.
-	Mów - zachęcił.
-	Pamiętasz, jak się poznaliśmy?
11
Myron skinął głową. Dopiero co ukończył studia prawnicze i otworzył swoją firmę. Wówczas, na początku działalności, nosiła nazwę MB SportsReps, dlatego że początkowo Myron reprezentował tylko sportowców. Kiedy zaczął reprezentować aktorów, pisarzy oraz innych artystów oraz celebrytów, usunął z nazwy Sports i tak powstała MB Reps.
Znów ta dosłowność.
-	Oczywiście - odparł.
-	Byłam zagubiona, prawda?
-	Byłaś bardzo utalentowaną tenisistką.
-	I zagubioną. Bądźmy szczerzy. 
Myron podniósł ręce.
-	Miałaś osiemnaście lat.
-	Siedemnaście.
-	Dobrze, siedemnaście. - Przez moment zobaczył Suzze w słońcu: z blond włosami związanymi w kucyk, łobuzerskim uśmiechem, uderzającą piłkę, jakby ta ją obraziła. - Właśnie przeszłaś na zawodowstwo. Dorastający chłopcy wieszali twoje plakaty w swoich pokojach. Miałaś zaraz stać się legendą. Twoi rodzice cię tyranizowali. To cud, że się nie wykoleiłaś.
-	Słuszna uwaga.
-	Zatem w czym problem?
Suzze spojrzała na swój brzuch, jakby dopiero co urósł.
-	Jestem w ciąży.
-	Hm, taak, widzę.
12
-	Życie jest piękne, wiesz? - Teraz jej głos był łagodny, rozmarzony. - Po tych wszystkich latach, gdy byłam taka zagubiona... znalazłam Lexa. Jego muzyka nigdy nie była lepsza. Szkoła tenisa wspaniale się rozwija. I, no cóż, teraz wszystko tak dobrze się układa.
Myron czekał, a ona nie odrywała oczu od swojego brzucha, obejmując go, jakby przytrzymywała jego zawartość, co - jak podejrzewał Myron - w pewnym stopniu było prawdą.
-	Podoba ci się to, że jesteś w ciąży? - zapytał, żeby podtrzymać rozmowę.
-	To, że noszę w brzuchu dziecko?
-	Tak.
Wzruszyła ramionami.
-	Nie żebym się tym napawała. Chcę powiedzieć, że jestem gotowa urodzić. Niektóre kobiety uwielbiają być w ciąży.
-	A ty nie?
-	Mam wrażenie, że ktoś zaparkował spychacz na moim pęcherzu. Myślę, że niektórym kobietom podoba się to, iż są w ciąży, ponieważ czują się wtedy ważne. Jakby były celebrytkami. Większość przechodzi przez życie, nie przyciągając niczyjej uwagi, ale kiedy są w ciąży, ludzie robią wokół nich dużo zamieszania. Może to zabrzmi złośliwie, ale ciężarne kobiety lubią aplauz. Rozumiesz, co chcę powiedzieć?
-	Tak sądzę.
-	Ja już chyba dostałam swoją dawkę aplauzu. - Podeszła
13
do okna i spoglądała przez nie przez chwilę. Potem znów odwróciła się do niego. - Nawiasem mówiąc, czy zauważyłeś, jakie wielkie mam cycki?
-	Mhm - mruknął Myron i postanowił nie rozwijać tematu.
-	A skoro o tym mowa, to zastanawiam się, czy nie powinieneś zaproponować La-La-Latte nowej sesji zdjęciowej.
-	Zdjęcia strategicznie ważnych miejsc?
-	Właśnie. Te melony mogliby wykorzystać w nowej kampanii reklamowej. - Ujęła je w dłonie, na wypadek gdyby Myron miał wątpliwości, o jakich melonach mówi. - Co o tym myślisz?
-	Myślę, że krążysz wokół tematu. 
Miała łzy w oczach.
-	Jestem taka cholernie szczęśliwa.
-	No cóż, rozumiem, że to może być problem.
Uśmiechnęła się.
-	Przepędziłam moje demony. Nawet pogodziłam się z matką. Lex i ja jesteśmy więcej niż gotowi mieć to dziecko. Chcę, żeby te demony trzymały się z daleka.
Myron się wyprostował.
-	Chyba nie zaczęłaś znów brać?
-	Boże, nie. Nie o takich demonach mówię. Lex i ja skończyliśmy z tym.
Lex Ryder, mąż Suzze, był połową legendarnego duetu znanego jako zespół HorsePower, choć, bądźmy szczerzy,
14
znacznie mniejszą połową niż nadzwyczaj charyzmatyczny lider Gabriel Wire. Lex był dobrym, choć nieco zagubionym muzykiem, ale zawsze będzie jak John Oates przy anielskim Darylu Hallu, Andrew Ridgeley przy anielskim George'u Michaelu, reszta Pussycat Dolls przy Nicole Scherzjakiejśtam.
-	Więc o jakich demonach mówisz?
Suzze sięgnęła do torebki i wyjęła coś, co z jego miejsca za biurkiem wyglądało jak fotografia. Patrzyła na to przez chwilę, a potem podała Myronowi. Zerknął i znowu spróbował ją przeczekać.
W końcu, tylko żeby coś powiedzieć, stwierdził oczywisty fakt:
-	To ultrasonograficzne zdjęcie twojego dziecka.
-	Mhm. W wieku dwudziestu ośmiu tygodni. 
Znów zapadła cisza. I znów przerwał ją Myron.
-	Czy coś jest nie tak z dzieckiem?
-	Skądże. Jest idealnie zdrowy.
-	On?
Suzze T. się uśmiechnęła.
-	Będę miała małego mężczyznę.
-	To super.
-	Tak. Och, to jeden z powodów tego, że tu jestem. Rozmawialiśmy o tym z Lexem. Oboje chcemy, żebyś był ojcem chrzestnym.
-	Ja?
-	Mhm.
15
Myron nic nie powiedział.
-	No?
Teraz to Myronowi zaszkliły się oczy.
-	Będę za...
Zgłoś jeśli naruszono regulamin