Allen Louise - Sekrety kurtyzany.pdf

(982 KB) Pobierz
Louise Allen
Sekrety kurtyzany
Prolog
Londyn, 4 marca 1815
- Twoją osobę, droga panno Celino Shelley, zaliczam do aktywów naszej działal-
ności.
Gordon Makepeace położył dłonie na leżącej przed nim na biurku suszce do atra-
mentu i uśmiechnął się. Lina nie widziała
żywego
krokodyla, ale patrząc na pana Make-
peace'a, potrafiła sobie wyobrazić, jak mógłby wyglądać.
- Domyślam się,
że
chodzi panu o mój udział w zarządzaniu domem i prowadzeniu
ksiąg rachunkowych „The Blue Door", dzięki czemu spłacam część długu, jaki zaciągnę-
łam
u ciotki, w związku z tym,
że
wzięła mnie pod swój dach. Powinnam zobaczyć, jak
ona się czuje. Właśnie zamierzałam do niej iść, gdy pan wszedł.
- Lepiej niech pani tego nie robi. - Uśmiech Makepeace'a zgasł. - Nie chcieliby-
śmy, żeby
zaraziła się pani od niej jakąś chorobą. Pani też o tym nie marzy, prawda?
- Ciotka cierpi na kłopoty trawienne. To raczej nie jest zaraźliwe.
Drzwi były zamknięte na klucz.
- Proszę usiąść, panno Shelley.
Linę ogarnęły złe przeczucia. Niecałe dwa lata temu uciekła ze skromnej plebanii
w Suffolk, gdzie mieszkała jej najbliższa rodzina. Znalazła schronienie u mieszkającej w
Londynie siostry swojej matki, której nie znała osobiście i niewiele o niej wiedziała. Po
przybyciu do stolicy Lina ze zgrozą stwierdziła,
że
ciotka Clara wcale nie jest, jak sobie
nie wiedzieć czemu wyobrażała, otoczoną poważaniem starą panną, lecz właścicielką
jednego z najbardziej ekskluzywnych domów publicznych, znaną jako pani Deverill. Do
smutnej egzystencji na plebanii nie było powrotu. Ojciec nie pozwoliłby marnotrawnej
córce przekroczyć progu domu, bo jej pobyt u ciotki rzutowałby na reputację ostatniej
pozostałej w domu córki, Belli. Lina także nie chciałaby niweczyć szans na zamążpójście
ukochanej siostry.
Elegancka i urodziwa ciotka Clara przyjęła Linę bez zbędnych pytań, dała jej pokój
na najwyższym, przeznaczonym do prywatnego użytku piętrze kamienicy, z oknami wy-
L
T
R
chodzącymi na dachy Pałacu
św.
Jakuba. Gdy Lina wyjawiła ciotce swoje rozterki zwią-
zane z ucieczką z domu, pani Deverill stwierdziła rzeczowo,
że
ojciec zarygluje drzwi
przed marnotrawną córką. Rozsądnej i spokojnej Belli nic nie grozi, argumentowała, a
jeśli
życie
z ojcem stanie się dla niej udręką, opuści go, podobnie jak Meg i Lina.
Gordon Makepeace był cichym wspólnikiem ciotki od czasu, gdy przed kilku laty
nieuczciwy właściciel kamienicy, który wynajmowała, doprowadził ją niemal do ban-
kructwa. Pieniądze Makepeace'a uratowały sytuację i obecnie specyficzna działalność
wręcz kwitła. Ciotka wtajemniczyła Linę w swoje sprawy, gdy siostrzenica zaczęła nale-
gać na powierzenie jej jakiejkolwiek pracy. Od tego momentu zadaniem Liny było co-
miesięczne obliczanie i regulowanie należności stanowiącej udział Makepeace'a w do-
chodach z domu uciech. Trzymał się w cieniu, ostatnio jednak, kiedy pani Deverill czuła
się tak
źle, że
nie opuszczała
łóżka,
przejął zarządzanie interesami.
- Jakim prawem nie dopuszcza mnie pan do ciotki? - zapytała Lina.
- Zapoznałem się z księgami. - Makepeace wskazał dłonią stos piętrzących się na
biurku teczek. - Dopatrzyłem się wielu zmarnowanych możliwości powiększenia zysków
z działalności i zamierzam wziąć sprawy w swoje ręce. Będą zmiany.
Zabrzmiało to jak groźba, a nie zapowiedź.
- Jakie zmiany? - zapytała Lina.
Cała nadzieja w tym,
że
ciotka Clara wkrótce wyzdrowieje i nie pozwoli, by ten
człowiek się szarogęsił, pomyślała.
- Pewne usługi nie są w ogóle oferowane, bardzo dochodowe usługi. - Uniósł brew,
jakby na znak,
że
pozwala Linie zgadywać, o co mu chodzi.
Ciotka wytłumaczyła Linie zasady prowadzonej działalności w słowach mało
oględnych, aczkolwiek zrozumiałych nawet dla niewinnej córki pastora. W „The Blue
Door" sprzedawano miłość. Bez pruderii, w luksusowym otoczeniu, z wykwintną kuch-
nią i dobrymi winami.
- Nie ma u mnie dziewic ani małoletnich - podkreśliła z mocą pani Deverill. - Moje
dziewczyny pracują dobrowolnie za godziwe wynagrodzenie, a ja dbam o ich zdrowie.
Lina domyśliła się,
że
przed laty ktoś musiał zmusić ciotkę do zrobienia czegoś, na
co się nie godziła, a co pozostawiło głęboki
ślad.
Ku swemu bezbrzeżnemu zdumieniu,
L
T
R
Lina odkryła,
że
nie tylko ciotka, ale i jej matka trudniły się w młodości prostytucją. Była
w szoku i nie od razu ośmieliła się poprosić o wyjaśnienia. Po pewnym czasie wciąż nie
mogąc uwierzyć faktom, zwróciła się do ciotki Clary o wyjaśnienie tej sprawy.
- Zakochałyśmy się w dwóch braciach - odparła z gorzkim uśmiechem pani Deve-
rill. - Uwiedli nas i porzucili w dzielnicy, do której w swej naiwności dałyśmy się im za-
prowadzić. Byłyśmy młode, niedoświadczone, zagubione w wielkim mieście, miałyśmy
złamane serca i wkrótce wpadłyśmy w sidła stręczycielki. Musiałyśmy szybko dorosnąć -
dodała. - Oszczędzałyśmy, szukałyśmy bogatych protektorów. Ja uruchomiłam działal-
ność, która ostatecznie przybrała postać „The Blue Door". Twoja mama, niech jej ziemia
lekką będzie, nigdy nie przywykła do tego zajęcia, prowadziła więc rachunki, tak jak ty
teraz.
Lina nie potrafiła pogodzić się z tym, co usłyszała.
- W jakich okolicznościach mama spotkała papę?
Nieprawdopodobne, by niezłomny moralnie pastor Shelley kiedykolwiek postawił
nogę w domu uciech. A jeśli mu się to przytrafiło, to dlatego, by prawić kazania jego
mieszkankom na temat niegodziwości obranej przez nie drogi
życiowej,
która zawiedzie
je bez wątpienia do piekła.
- Spotkała go w Green Parku. Annabelle ubierała się elegancko i prezentowała jak
dama. Pastor się potknął i skręcił kostkę. Ona się zatrzymała i zaproponowała pomoc. To
była miłość od pierwszego wejrzenia. Wtedy nie był jeszcze purytańskim zrzędą, w któ-
rego się później zamienił - zauważyła z przekąsem Clara. - Ta przemiana dokonała się z
czasem. Uwierzył twojej matce, kiedy mu powiedziała,
że
ja jestem wdową, a ona do-
trzymuje mi towarzystwa. Pobrali się, po czym pastor wywiózł ją na prowincję. W miarę
upływu lat stawał się coraz bardziej rygorystyczny i
świętoszkowaty.
Twoja mama prze-
stała go kochać i popadała w apatię. Zastanawiałam się - ciągnęła pani Deverill - czy
twój ojciec odkrył przeszłość twojej matki. Pisała do mnie,
że
zaczyna być podejrzliwy i
zachowuje się nieracjonalnie. W pewnym momencie spotkała mężczyznę swojego
życia
i
wyprowadziła się z domu. W listach do mnie wyrażała nadzieję,
że
wasz ojciec pozwoli
wam zamieszkać z nią, on jednak odmówił. Nie posiadała się z rozpaczy. Ów mężczyzna
L
T
R
wywiózł ją zagranicę. Umarła we Włoszech. Jestem pewna,
że
nigdy sobie nie wybaczy-
ła, że
was zostawiła.
Oczy Liny zaszły
łzami,
przez chwilę przestała wyraźnie widzieć Gordona Make-
peace'a, siedzącego po drugiej stronie biurka. Uprzytomniła sobie,
że
zostawiła Bellę,
podobnie jak matka swoje córki. Prawdopodobnie przyjdzie jej dużo zapłacić za nieroz-
ważny, samolubny i podjęty w panice krok.
- Co pan zamierza? - zapytała, starając się nie okazywać lęku, aby nie sprawić
Makepeace'owi satysfakcji.
- Na początek wykorzystać niektóre dostępne aktywa, czyli ciebie.
- Mnie? - Omal się nie zachłysnęła.
- Jesteś dziewicą, prawda? Dziewictwo to cenny towar.
Ładna,
dobrze ułożona,
nietknięta młoda dama znajdzie hojnego nabywcę.
- Nie! - Lina zerwała się z krzesła tak gwałtownie,
że
przewróciło się z hałasem.
-
Ależ
tak.
W
przeciwnym
razie
zażądam
zainwestowanych pieniędzy. Twoja ciotka będzie musiała się wycofać, bo wątpię, by
posiadała stosowne rezerwy w gotówce. Oczywiście, odkupię jej udział, a wówczas
rozpuszczone jak dziadowski bicz małe flądry, które tu pracują, będą musiały obsługiwać
wszystkich klientów, i to tak jak oni sobie zażyczą. Koniec z bezsensownym
przebieraniem w klienteli. Mam pewne pomysły, wielce zyskowne, jeśli chcesz wiedzieć.
Na przykład aukcje dziewic.
Przestraszona Lina schroniła się za przewróconym krzesłem. Serce biło jej
gwałtownie, usta wyschły. Może choroba ciotki Clary jest jednak zaraźliwa? - pomyślała.
Czuła,
że
ma gorączkę.
- Pan... wystawiłby mnie na aukcję, by sprzedać mnie temu, kto zaoferuje
najwięcej?
- Ciebie nie. Otrzymałem już ofertę od sir Humphreya Tolhursta.
- Tego sędziego?
Sir Humphrey, pięćdziesięcioletni nadęty bufon, przychodził pograć w karty i
lubieżnie gapić się na pozujące mu w nieprzyzwoitych pozach dziewczyny. Lina
L
T
R
natychmiastowego
zwrotu
Zgłoś jeśli naruszono regulamin