Donald Robyn - Trudny romans.pdf

(714 KB) Pobierz
ROBYN DONALD
Trudny romans
PROLOG
Clay Beauchamp siedział przy otwartym oknie niewielkiej agencji
zajmującej się pośrednictwem w handlu nieruchomościami ziemskimi i
przeglądał oferty. Nagle przerwał czytanie, bowiem z ulicy dobiegł go
śmiech.
Nie zwróciłby na niego uwagi, gdyby nie to,
że
był niesłychanie prowokujący i
zmysłowy. Wyjrzał przez okno. Kobieta miała czarne loki z rudymi prze-
barwieniami, powstałymi od prażącego podtropikalnego słońca Northlandu. Ze
zdziwieniem zauważył,
że
włosy nie są równe, ale jakby przypadkowo podstrzy-
żone,
po to zapewne, aby zatuszować ich niesforny wygląd. Efekt był
przekomiczny. Nieznajoma nagle odwróciła głowę w kierunku budynku agencji
i Clay poczuł niezwykle silne podniecenie.
Śmiech
nie kłamał, erotyczna potęga
bijąca od tajemniczej dziewczyny była wprost niezmierzona.
Nie była sama. Stał z nią mężczyzna, który coś szybko mówił,
gestykulując, a potem również się roześmiał. Kobieta mu zawtórowała i Claya
przeszył dreszcz. Ten
śmiech
i ta twarz, którą ujrzał zaledwie przed kilkuna-
stoma sekundami, spowodowały,
że
zapragnął poznać nieznajomą. W
marzeniach jechał już z nią do jakiegoś zacisznego miejsca, gdzie swobodnie
mogliby oddać się miłosnym igraszkom.
Ciekawe,
że
dziewczyna nie była piękna ani nawet
ładna,
było w niej
jednak coś, co jest o wiele rzadsze niż uroda: chłodna, kontrolowana
zmysłowość. Lekko skośne oczy były niezwykle prowokujące i każdego na-
potkanego mężczyznę wystawiały na męki iście tantalowe. A usta! Po prostu
stanowiły jawny symbol erotyzmu. Taką samą mocą musiała być obdarzona
Helena Trojańska.
Oszołomiony Clay Beauchamp w spoconych z emocji rękach miętosił plik
wręczonych mu ofert.
R
S
-1-
- Ponętna sztuka, co? - mruknął rozbawiony grubas, który właśnie
podszedł do Claya. Był to właściciel agencji. Bardzo liczył na ubicie dobrego
interesu z nowym klientem.
Clay był zły,
że
agent przyłapał go na tym, jak gapił się na kobietę, ale
skoro tak już się stało, przybrał obojętną minę, zaśmiał się i zapytał, kimże jest
to misternie rozczochrane stworzenie.
- To Natalia Gerner. Jej ojciec kupił spory szmat ziemi Pukekahu. W
teczce, którą panu dałem, pozycja trzecia. To było przed trzynastu laty. Cała
posiadłość należała wówczas do Barta Freemana. Był panem na całym
Pukekahu, jednak wpadł w tarapaty, przestał płacić podatki, izba skarbowa
zaczęła go cisnąć, musiał więc szybko znaleźć jakieś pieniądze. Przeprowadził
parcelację i olbrzymi teren sprzedał właśnie ojcu Natalii, który dopiero co
przybył z Auckland i pojęcia nie miał o farmerstwie. Ochrzcił swój nabytek
poetyckimmianem Xanadu i w szybkim tempie doprowadził go do ruiny.
Natalia Gerner nadal kontynuowała za oknem dialog ze swoim
towarzyszem i kolejną kwestię zakończyła ponownym wybuchem perlistego
śmiechu,
na co Clay zareagował w wielce niepokojący sposób, to znaczy spocił
się, ręce zaczęły mu drżeć oraz... nie, ostatni szczegół lepiej będzie pominąć.
Jedno nie ulegało wątpliwości: jeszcze nigdy dotąd
żadna
kobieta nie wywołała
w Clayu aż tak wielkiej emocji.
- Kiedy dziewczyna miała osiemnaście lat, umarła jej matka -
kontynuował agent. - Wkrótce potem na zawał serca umarł ojciec. Jeśli
zdecyduje się pan na Pukekahu, a lepszej ziemi nie znajdzie pan na Północy, to
Natalia będzie pana najbliższą sąsiadką.
Clay wzruszył ramionami.
- To nie ma
żadnego
znaczenia.
Egzotyczna twarz Natalii Gerner i jej zmysłowy
śmiech
wywarły na nim
wielkie wrażenie, ale nie zamierzał się do tego przyznawać. Poza tym przyjechał
tu w poważnej sprawie i nie miał czasu na kobiety. Poważna sprawa to mało
-2-
R
S
powiedziane: po latach wytężonych wysiłków przybył tu na ostatnią scenę
wielkiego dramatu. Reżyserem tak długo oczekiwanego finału ma być on sam.
Nie ma więc czasu na kobiety, choćby tak niezwykłe, jak panna Gerner.
- Niech pan tak
łatwo
nie rezygnuje - z obleśnym uśmiechem powiedział
agent. - Mówią o niej,
że
hojnie rozdaje swoje wdzięki. Ona i Dean Jamieson,
właściciel parceli, która pana zainteresowała, przez dłuższy czas byli sobą
bardzo... zajęci, ale to się już skończyło.
Clay od godziny udawał,
że
przegląda oferty sprzedaży, których cały plik
wręczył mu agent. Nie musiał niczego szukać, gdyż wiedział, po co przyjechał.
Kiwając głową, wpatrywał się w fotografię zrujnowanej wiktoriańskiej willi.
- Skończyło? Pokłócili się? - spytał powodowany nagłą ciekawością.
- Chyba tak - odparł agent. - Panna Natalia myślała,
że
złapała Jamiesona
na haczyk, ale on nie miał zamiaru porzucać dla niej swojej
żony.
Poza tym
zrobiła się pazerna. Mówiono mi,
że
chciała, by Jamieson spłacił wszystkie
długi, jakie obciążają jej posiadłość... Ja tam jej się nie dziwię. Skoro on się do
niej tak palił, to niby dlaczego nie miałaby na tym skorzystać...
- Dlaczego Jamieson sprzedaje Pukekahu? - spytał Clay. Przed
kilkunastoma minutami obejrzał lotnicze zdjęcia farmy hodowlanej Jamiesona.
Miał wrażenie,
że
niektóre są podretuszowane. Przyglądając się bacznie, z całą
pewnością stwierdził,
że
pastwiska od lat nie były nawożone.
- Dean Jamieson to jeden z Jamiesonów z Południowej Wyspy. Jego
macochą była córka Barta Freemana. Zostawiła mu w testamencie Pukekahu,
które jednak leży zbyt daleko od innych jego posiadłości. Po prostu nie opłaca
mu się tej parceli utrzymywać. A jest naprawdę spora.
Lecz opłacało mu się ogołocić ją ze wszystkiego, pomyślał Clay.
Rozgrabić i zdewastować, tak
że
teraz farma prawie nic nie jest warta.
Agent najwidoczniej
źle
zrozumiał milczenie Claya, gdyż zachęcająco
powiedział:
- On jest gotów bardzo tanio sprzedać...
-3-
R
S
Zza okna dobiegła kolejna kaskada
śmiechu,
a Clay mimo woli zadygotał.
Miał nadzieję,
że
agent tego nie zauważył.
- Ale im wesoło! - powiedział agent. - Ten, z którym rozmawia Natalia, to
zarządca Pukekahu. Ma chrapkę na farmę, lecz na jej kupno brak mu pieniędzy.
Phil nigdy niczego się nie dorobi i zawsze będzie tylko zarządcą, choć trzeba
przyznać,
że
zna się na tym fachu. Należy go tylko od czasu do czasu
skontrolować i powiedzieć mu, co ma robić... Natalia
łapie
go na haczyk, a on
jest
łatwy
do złapania. Tylko
że
on jej się szybko znudzi... I ona znowu będzie
wolna.
Clay miał już po uszy agenta, jego plotek i gadatliwości, ale go
potrzebował, bowiem tylko ta agencja odpowiadała jego zamierzeniom.
Pośrednik mógł znać tysiąc lokalnych plotek, ale jego firma była zbyt mała, by
posiadał informacje wybiegające poza lokalne opłotki i z pewnością nie
skojarzył Claya z holdingiem Beauchamp. Przybierając surowy ton, oświadczył
agentowi:
- Nie interesują mnie dziwki i jeśli zdecyduję się kupić farmę Jamiesona,
to nie dlatego,
że
będę miał za sąsiadkę pannę puszczalską.
- Nie, nie, to jest niezupełnie tak - niespodziewanie pospieszył z obroną
grubasek. - Ojciec zostawił ją z zadłużonym domem, z upadającą farmą, z
cieplarniami, które wymagają dużych nakładów finansowych. Dziewczyna nie
miała ani grosza, tylko zgrabną figurę i pociągającą buzię... Ja tam się nie
dziwię,
że
wycelowała w nadziane towarzystwo. To uparta sztuka. Kto jak kto,
ale ona zawsze osiąga cel i umie pracować za dziesięciu.
A więc, poza tym
że
jest nieprawdopodobnie seksowna, ma jeszcze inne
zalety, pomyślał Clay. Szkoda tylko,
że
dziewczyna nie kieruje się uczuciami,
lecz chłodną kalkulacją.
- Ona spłaca stare długi ojca - dodał agent.
- A po jakiego licha? Przecież nie odpowiada za nie. Długi wygasły wraz
z jego
śmiercią.
-4-
R
S
Zgłoś jeśli naruszono regulamin