Wilde Alice - Royal Shifters 2 - Her Highlander (Jej góral).pdf
(
2965 KB
)
Pobierz
~1~
Jej Góral
( część 2 )
Trzej wspaniali zmienni. Uciekająca królowa. Jedna ekscytująca szkocka
przygoda.
Król nie żyje, ja uciekłam z mojego tronu, a mój nowy mąż mnie ściga.
Mam na imię Annalise i jestem uciekającą królową. Ale nie opuściłam mojego ludu.
Właśnie się dowiedziałam, że jestem rzekomym kluczem do uwolnienia mrocznej magii
na świecie… i dowiedziałam się tego od moich panter. Spróbuję to wyjaśnić, ale nie
sądzę, żeby to sprawiło, by sprawy były mniej zagmatwane.
Teraz muszę udać się do Szkocji z trzema masywnymi i niedorzecznie pięknymi
zmiennymi, by spróbować przekonać krewnych Roana, żeby pomogli nam pokonać
mojego męża. Muszę się wiele nauczyć i mam wiele do zrobienia. Nie wiem jak to
zrobię, ale jestem zdecydowana zrobić to z pomocą Li, Ero… i Roana.
Roan.
Moja zielonooka pantera.
Mój rudowłosy kochanek.
Mój góral.
~2~
Prolog
Krzyki wypełniały pokój, gdy kobiety biegały dookoła, zapach ciepłej krwi i potu
wisiały ciężko w powietrzu.
- Cicho, moja pani – powiedziała położna, wycierając pot z czoła Lady Artair. –
Dziecko wkrótce tu będzie. Oddychaj.
- To musi być chłopiec. Po prostu musi – jęknęła cicho Lady Artair.
- Wszystko, co możemy zrobić, to mieć nadzieję.
Lady Artair dyszała, odgarniając pasmo kruczoczarnych włosów z czoła, a potem
krzyknęła, gdy kolejny skurcz obezwładnił jej zmysły.
- Pchaj, kochana, pchaj! Widzę główkę dziecka!
W pokoju zapadła cisza, gdy wszyscy zamarli w miejscu w jakimkolwiek zadaniu,
jakie wykonywali przed chwilą, a potem rozległ się płacz dziecka. Napięcie, które
budowało się przez kilka ostatnich godzin, zostało przełamane zbiorowym
westchnieniem ulgi.
- Co to jest, Jenny? – zapytała Lady Artair, gdy położna skręciła i przecięła
pępowinę, a następnie sięgnęła po czystą szmatkę.
- To chłopiec – odpowiedziała Jenny.
Lady Artair uśmiechnęła się, zamykając oczy i odchylając się do tyłu, by odpocząć.
- Dobrze. Mój mąż będzie zadowolony.
Położna odeszła, by wytrzeć niemowlę do czysta, podziwiając aksamitną miękkość
jego rudych włosów i jasnej skóry. Jeszcze nie otworzył oczu, ale była pewna, że będą
równie piękne. Jenny odebrała wiele dzieci, ale to był pierwszy chłopiec w rodzinie
Artair. I jedyny z rudymi włosami. Wreszcie mieli spadkobiercę. Nie, żeby córki były
niekochane, ale to były niebezpieczne czasy, i męskie dziecko wzmocni nazwisko
rodowe. Teraz musiał tylko przetrwać do dorosłości.
Oczyściwszy dziecko z resztek płynów porodowych, Jenny przeszła przez pokój, by
zwrócić dziecko Lady Artair.
- Jak go nazwiesz, pani?
~3~
Ale zanim lady Artair zdążyła odpowiedzieć, powieki dziecka zatrzepotały i
otworzyły się, ukazując najbardziej przenikliwe zielone oczy, jakie Jenny kiedykolwiek
widziała. Sapnęła z zaskoczenia i potknęła się, sprawiając, że małe dziecko wypadło z
jej ramion. Czas wydawał się zwolnić, gdy usta otworzyły się ze strachu i zdziwienia.
Dźwięk, który powinien przyjść następny, nigdy nie nadszedł.
Tam, na twardej podłodze, leżało małe zawiniątko, ale tobołek nie był już
rudowłosym dzieckiem. To było młode pantery śnieżnej przyciśnięte bezpiecznie do
kamienia na czterech dużych łapach. Ledwie sekundę później, młode znów było
niemowlęciem, teraz leżącym nago na swojej pieluszkowej szmatce.
Jenny porwała dziecko z podłogi i szybko zawinęło je w tkaninę.
- Ja… moja pani… – Jenny zacinała się na swoich słowach.
- Przynieś mi dziecko – warknęła lady Artair, ale raczej ze strachem niż złością.
Jenny podeszła do łóżka i umieściła niemowlę w ramionach Lady Artair. Jej oczy
wprawnie przesunęły się po ciele dziecka, sprawdzając szkody.
Lady Artair pieściła dziecko palcami jak tylko robiła to matka.
- Jest idealny. Nie doznał żadnej krzywdy.
Jenny westchnęła z ulgą wraz z resztą kobiet zanim ciche szepty zaczęły ćwierkać
po pokoju.
Oczy lady Artair zabłysły gniewem.
- Nikt z was nie powinien mówić o tym, co się stało. Magia może tkwić głęboko w
tym kraju, ale nie pozwolę, by ukradziono dziedzictwo mojego syna. Jeśli któraś z was
choćby tchnie o tym słowo, wyślę was, by żyć wśród Fae.
Damy pochyliły głowy ze zrozumieniem i w milczeniu powróciły do swoich zajęć.
- A co z jego imieniem, moja pani? – zapytała Jenny, by złamać napięcie.
Lady Artair przez chwilę milczała zanim odpowiedziała z delikatnym uśmiechem na
twarzy.
- Jego imię to Roan. Roan, mój mały rudzielec.
~4~
Rozdział 1
Annalise
Życie nie przygotowało mnie na coś takiego. Nowość ucieczki została zastąpiona
pilnymi potrzebami. Oprócz ubrania na plecach, tyle co z niego zostało, nic z sobą nie
zabrałam. Teraz, zdaję sobie sprawę, jak nieprzygotowana byłam na życie poza murami
zamku.
Li, Ero i Roan byli więcej niż łaskawi wobec mnie, niosąc mnie, gdy moje stopy nie
mogły już dłużej znieść stresu chodzenia i pęcherze na piętach stały się bolesne nie do
zniesienia. Gdy mnie nieśli, podróżowaliśmy dużo szybciej i wiem, że trzymaliby mnie
cały czas, gdybym im pozwoliła, ale to jest tak samo moja ucieczka jak ich, i jestem
zdecydowana odegrać swoją rolę.
Prawie nie odpoczywaliśmy przez kilka dni i to zaczynało się ujawniać. Nawet nie
jestem pewna, ile dni już podróżowaliśmy. Jak tylko próbujemy złapać oddech,
możemy usłyszeć ludzi Damiena zbliżających się do nas. Nie wiem, czy to dlatego, że
w rzeczywistości tak jest, czy też jestem po prostu paranoikiem… czy w grze jest inna
forma czarnej magii. W każdym razie, musimy wkrótce znaleźć wioskę lub miasto.
Potrzebuję bardziej rozsądnych butów i wszyscy potrzebujemy nowych ubrań. I
ciepłego posiłku.
Na tę myśl zaburczało mi w żołądku. Zapach pieczonego bażanta z mojej uczty
weselnej prześladował mnie od dni i nagle znów uniósł się wokół mnie. Próbuję to
strząsnąć, ale nie mogę. Wymieniam spojrzenia z pozostałą trójką zanim wszyscy
zaczynamy węszyć w powietrzu jak głodne psy.
To nie jest wyobrażone. W powietrzu wirował soczysty aromat pieczonego mięsa.
Zaczęłam iść prawie na ślepo w kierunku zapachu, ale duża dłoń owinęła się wokół
mojego ramienia, powstrzymując mnie. Moje serce zatrzepotało na ten dotyk.
- Zwolnij, dziewczyno – powiedział Roan. – To może być podstęp.
- Albo to może być nasz pierwszy prawdziwy obiad – żartuję, wyszarpując ramię z
jego uścisku. – Można by pomyśleć, że wasza trójka będzie lepsza w polowaniu, będąc
w połowie zwierzęciem i tak dalej.
- Do tej pory powinnaś wiedzieć, że jesteśmy raczej oswojeni jako bestie, którymi
jesteśmy – odezwał się Li. – Przynajmniej staramy się.
~5~
Plik z chomika:
GrazynaWol
Inne pliki z tego folderu:
Wilde Alice - Royal Shifters 1 - Her Betrothal (Jej zaręczyny).pdf
(3051 KB)
Wilde Alice - Royal Shifters 2 - Her Highlander (Jej góral).pdf
(2965 KB)
Wilde Alice - Royal Shifters 3 - Her Viking (Jej Wiking).pdf
(2757 KB)
Russe Savannah - The Darwing Chronicles 1 - Beyond the pale.pdf
(3367 KB)
Simak Clifford D - Zasada wilkołaka.pdf
(944 KB)
Inne foldery tego chomika:
Pliki dostępne do 01.06.2025
Pliki dostępne do 19.01.2025
Audiobooki
Ebooki
Ebooki - Fantazy, Magia
Zgłoś jeśli
naruszono regulamin